czwartek, 14 maja 2015

Nietypowa prośba i podziękowanie

   Jestem wam bardzo wdzięczna za to, że jest... uwaga...
   2000 WYŚWIETLEŃ!!!
   Bardzo szybko nabijacie mi wyświetlenia. Chciałam wam podziękować za 1000, ale następnego dnia było już 1100 i czułam się okropnie dziwnie. Moja reakcja była następująca. Czy ja weszłam na czyjeś konto? To ja to piszę czy jakiś cyborg zamiast mnie? Komp się zepsuł? Dopiero jak moja naj mnie uściskała i krzyknęła Gratulacje!!!, zdałam sobie sprawę, że to prawda. Uśmiechnięta od ucha do ucha zaczęłam pisać kolejny rozdział.
   A teraz prośba...
   Czy wam się nie wydaję, że trochę przyspieszam różne wydarzenia? Poznanie Nath'a, odkrycie kim jest, agencja, Alec. To było zaledwie 12 rozdziałów. Chciałabym, żebyście odpowiedzieli szczerze. Jest mi to potrzebne do rozdziału 13, który jest już w przygotowaniu, tylko nie wiem czy wszystko przedłużyć czy przyśpieszyć. Ten rozdział będzie jednym w ważniejszych i dłuższych, jeśli uznacie, że mam go poszerzyć.

   Dziękuję,
   Że jesteście.
   Że to czytacie
 
   To ty... ja. To ludzie, którzy umieją zmieniać się w ptaki i mają prawą rękę w piórach jak ty, Sky.

   Daleki W

poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 12

   Trochę zaszalałam....

   Znowu miałam ten sam sen. Las, bieg i przepaść. Obudziłam się. Miałam nawyk nie otwierania oczu przy obudzeniu. Nikt nie miał stu procentowej pewności, że nie śpię. Tak samo teraz. Leżałam na twardym materacu. Z resztą poduszka też była twarda. Koc, pod którym leżałam, jeśli to był koc, był cienki.
   Powoli otworzyłam oczy. Byłam w małym, błękitno pomalowanym pokoju. Obok łóżka stał stolik nocny, a na nim butelka wody. Lekko się podniosłam. Moją głowę zalał ból. 
   Do pokoju wszedł on. Szary sweter z reniferem, który razem kupiliśmy w Kanadzie, podarte dżinsy z przyklejonymi naklejkami Winx, które przyklejaliśmy na naszej pierwszej randce, trampki, które miał kiedy pierwszy raz poszliśmy na łyżwy, a potem niósł mnie do szpitala, bo złamałam nogę. Jego zegarek z myszką miki, który kupił na naszej wycieczce do Disneylandu, kiedy mieliśmy po 13. Jego tatuaż w kształcie broszki kosogłosa na lewym nadgarstku. To był na pewno największy fan Igrzysk Śmierci jakiego znam. Jego aparat na zęby, oczywiście byłam z nim wtedy u dentysty, bo bał się, jakby mieli go zabić, a później przekonywał mnie, że w ogóle się nie bał. Ten krzywy uśmiech, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Kochałam go, a on mnie. Szkoda, tylko, że mnie nie pamięta, bo chciałam go pocałować, a potem odegrać wspaniałą scenę w łóżku. Kochał mnie jak nikogo na ziemi. To był mój Alec.
   -Nie podnoś się.- powiedział.- Walnęłaś nieźle o kamień.
   Kucnął obok łóżka i się mi przyjrzał.
   -Jestem Aleckay. Mów mi Alec. A ty?
   Przez chwilę tylko patrzyłam w jego oczy. Były koloru morza. Błękitne jak żadne inne. Potem uświadomiłam sobie, że nie mogę mu powiedzieć, że go znam, ani jak mam na imię. O boże! Co mu powiedzieć?
   -Jestem Grace.-odpowiedziałam niezgodnie z prawdą.
   Uśmiechnął się. Pomógł mi wstać. Poszliśmy do salonu. Telewizor był włączony. Leciały wiadomości. Odwróciłam wzrok. Nie pamiętałam, żeby Alec mieszkał nad morzem. Byliśmy w małej chatce. Drewnianej.
   -Chcesz coś zjeść?- spytał z kuchni Alec. Zawsze się o mnie martwił.
   Weszłam do kuchni.
   -Zawsze.
   Zaśmiał się. Robił jajecznice. Tego mi brakowało. Podeszłam do niego. Wydłubałam kawałek jajecznicy z jego włosów. Uśmiechnął się.
   -Widać naprawdę jesteś głodna. Zaraz będzie.- powiedział.
   Spojrzałam na patelnie. Jajka były lekko przypalone. Odsunęłam go od patelni i zaczęłam czarować. Wzięłam kolejne jajka  zaczęłam smażyć. Alec patrzył na mnie z otartą buzią. jak skończyłam smażyć wzięłam talerze i nałożyłam na nie. Usiedliśmy przy stole.
   -Powiem szczerze, że w życiu nie widziałem kogoś, kto tak gotował.- opuścił wzrok.-Znaczy znałem.
   Był bliski łez. Jak mu wytłumaczyć, że żyję?
   -Nie musisz opowiadać, jeśli nie chcesz.- powiedziałam.
   Potrząsnął głową.
   -Muszę się komuś wyżalić.- mówił prawie szeptem z opuszczoną głową.-Miała na imię Sky. Moje niebo.- uśmiechnął się. Gra słów. Nazywał mnie "swoim niebem".-Poznaliśmy się w bibliotece. Miała wtedy dwa ogromne, kruczoczarne warkocze. Poleciłem jej Harry'ego, a potem przez trzy lata próbowałem do niej zagadać. Pewnego dnia przyszła do mnie cała zmoknięta. Jej rodzice gdzieś wyszli, a ona nie miała kluczy.- uśmiechnął się.
   On to jedno z niewielu rzeczy, o których pamiętałam. Ale tamtą noc pamiętam i to ze szczegółami.
   -Na początku krzyczeliśmy na siebie,a potem.- zaśmiał się.- Jak się pewnie domyślasz było naprawdę gorąco.
   Tak naprawdę było trochę inaczej.
   Moi rodzice pojechali z Annie do szpitala, bo miała atak. Pod domem skapnęłam się, że zostawiłam klucze u Alec'a dzień wcześniej. Byłam na niego wściekła. Oczywiście dzień wcześniej i nadal byłam. Nie podanie daty referatu na anglika (me wymarzone studia) to było duże przewinienie. Na dworze była potworna ulewa. Weszłam do niego czerwona ze złości i mokra do suchej nitki. Wpuścił mnie. Jak się przebrałam krzyczeliśmy na siebie przez prawie dwie godziny. Potem siedzieliśmy na jego łóżku w kompletnym milczeniu przez pół godziny. A później, no jak to w każdym romansidłu, pocałował mnie. Nigdy nie byłam, aż tak zaskoczona. Ale pragnęłam tego od bardzo długiego czasu. Później zaczęliśmy chodzić i zaczął się magiczny czas w moim życiu, puki naprawdę się z nim nie pokłóciłam. A o co? Zastałam go całującego na jednej z imprez. Tydzień później w moim życiu pojawił się Nath. A Alec wyjechał. No widzieć kogoś takiego po latach to wielki hardkor.
   -Zmarła miesiąc temu. Prawie dwa miesiące.- zaczął jeść. Ja też.
***
   Następnego dnia poszliśmy przejść się plażą. Okazało się, że to jezioro. Jedno z wielkich jezior. Alec miał psa. Był to owczarek długowłosy. Suczka. Bardzo miła. Pamiętała mnie. Dlatego kocham zwierzęta, rozpoznają ludzi po zapachu. Miała a imię Es. Pewnie żadne z was nie wybrałby takiego imienia dla psa, ale Alec to niesamowity i inny człowiek. Nigdy nie pasował do systemu. Miał bujną wyobraźnie. Napisał książkę "Gwiazdy Wody", ale nigdy jej nie wydał.
   -W ogóle.- zaczęłam.- Jak mnie znalazłeś?
   Patrzył na pędzącą Es przed nami.
   -Jechałem z miasta. Trafiłaś prawie na ulicę. O mały włos, a zostałaby z ciebie kupka mięsa.- zaśmiał się.- Ale już wszystko w porządku?
   Spojrzałam na niego.
   -Słuchaj leżałaś jak zabita przez dobre trzy dni...
   -TRZY DNI!!!!
   Stanął. Przekrzywił głowę.
   -Tak.
   Z oddali dobiegł grzmot.
   -Lepiej spadajmy.- powiedział.
   Zawołał Es i poszliśmy do jego domku. Po drodze spotkała nas ulewa. Bluza przykleiła mi się do  mojego mokrego ciała. A trochę do jego domu było.
   Wbiegliśmy do domu cali mokszy.
   -No trochę popadało.- skomentował pogodę.
   Zaczęliśmy się śmiać. Sarkazm. A to nie to w nim pokochałam? Usiadłam na kanapie w małym saloniku. Byłam potwornie mokra. Usiadł obok mnie. Es wpadła na nas. Inaczej, usadowiła się między nami. Ciekło z niej jak w deszczówki. Wstałam. I tak byłam mokra.
   Cholerne załamania pogody. Alec wstał niedługo po mnie. Wtedy Es pobiegła do kuchni do miski z jedzeniem. Alec rzucił psu spojrzenie spode łba. Wybuchłam śmiechem. Uśmiechnął się do mnie. 
   -Grace- powiedział, a  potem podszedł do mnie.
   Pocałował mnie.
   Objęłam rękami jego szyję. Czułam się jak kiedyś. Beztroska. Pociągnął moje udo do góry. Objęłam go nogami. Czułam jakby mnie przeniosło w czasie. Wszystkie kłótnie zniknęły. Było tak jak kiedyś. Upadliśmy na kanapę. Przez chwilę patrzył na mnie zdziwiony, ja na niego też.
   -Przepraszam.-powiedział prawie niesłyszalnie. 
   -Nie przepraszaj.
   Tym razem to ja sięgnęłam po jego usta. Musiałam trochę się podnieść, ale od razu po złapaniu jego warg podłam na kanapę. Nagle poczułam jego rękę na moim mokrym biodrze. Powoli ściągał spodnie. Uśmiechnęłam mu się w usta.
   Nagle z kieszeni wyciągnął mały lśniący przedmiot. Poraził mnie w oczy. Alec nie trzymał go za tą lśniącą cześć. Dopiero kiedy trochę ją przybliżył zobaczyłam co to jest.
   Nóż.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przeczytałeś/aś? Pozostaw po sobie komentarz. To motywuje do dalszej pracy i cieszy :)
Nie wiem kiedy napiszę następny... dwie dwóje z historii do poprawienia :/

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 11

   Wiem beznadziejny. Przepraszam za błędy, ale większość pisałam na komórce (ostatni raz). Na końcu przy pisaniu aż się zdyszałam XD

   Nie wiem ile zajęło "badanie" Nath'a, ale po tym był cały czerwony od łez. Stracił głos w połowie, więc pewnie to długo trwało. Potem tylko... cierpiał.
   Każdy z was na pewno zna taki tekst: Cierpisz bardziej gdy widzisz cierpienie ukochanej osoby, niż swoje cierpienie. Czy jakoś tak. To prawda. Ból jaki czułam był o wiele gorszy od bólu rany postrzałowej, przemiany w Fear'a, od wszystkich jakie umiem wymienić. On był nie do zniesienia.
   Kiedy Nath już się uspokoił, wyszli od niego. Dla mnie oznaczało to tylko jedno... przyjdą do mnie.
***
   To było potworne. Bolało mnie wszystko. Wiercili nam w kościach, pobierali krew, robili nam coś z ręką... i do tego wszystko na żywca. 
   Od pieli nas, a przynajmniej mnie, od łóżka. Wiercili mi w ręce. Teraz mam gips i coś co to podtrzymuje. Dali mi Władcę Pierścieni. Przynajmniej mają gust. Tylko, że mieli tylko hiszpańskie wydanie. Umiem tylko angielski i niemiecki. Jej! A mówili, że niemiecki się przyda. 
   Przy okienku pojawiła się ta kobieta. Akurat waliłam głową o ścianę. Zawsze przychodziła przed jedzeniem. 
   Siedzimy tu już parę dni. Od "badania" nie widziałam Nath'a. Wiele razy chciałam, żeby zaczął rozmawiać, ale nie miał zapewne sił. Jak prosił mnie Nath udawałam niemą. Nie mogłam wybrzydzać.
   Knight weszła do środka. Była z tacą z jajecznicą, mlekiem i ziemniaki. Że co?! Położyła ją na stoliku obok drzwi i wyszła. Zaczęłam jeść jajecznice. Była ohydna, ale lepsza od ziemniaków. 
   Zjadłam i położyłam się na moim łóżku. Zamknęłam oczy. 
   Wyobraziłam sobie pióro.
   Pióra...
   Nasz symbol. 
   Nagle do salki weszło dwóch żołnierzy. A za nim ten szatyn w koszulce polo, i jego czarne trampki, trampek. Stał na kulach. Miał jedną nogę w gipsie. Nath.
   Podniosłam się na łóżku. Usiadł obok mnie. Spojrzałam na okienko. Było czymś zasłonięte. Dali nam trochę prywatności. Rzuciłam się mu w ramiona z płaczem. 
   - Sky.-powiedział łagodnym tonem. - Wiem, że jesteś niema, ale możesz coś dla mnie zrobić?
   Pokiwałam głową. 
   - Napisz im swoje zeznania. - pocałował mnie w czoło. Kocham go.
   Za niedługo się stąd wydostaniemy. Mam plan, tylko zostaniemy tu jeszcze trochę. Przynajmniej mamy co jeść. I jeszcze jedno. Chcą ci coś pokazać, ale sami nie powiedzieli mi co. Mówili tylko, że mam cię do tego przygotować. 
   - Mają ci coś pokazać. Trzymaj się. -powiedział. Wciskał im kit. Ewidentny kit, ale może dzięki temu pożyjemy. 
   Kocham cię.
   Wstałam i pomogłam wstać Nath'owi. Podeszliśmy do drzwi. Otworzyły się przede mną. Nath'a odesłali do sali obok. Też izolatki, jak moja. A mnie w drugą stronę. 
   Z tego pokoju wychodziłam tylko trzy razy. Za pierwszym razem było te pierwsze badanie. Za drugim podawanie mi środków uspokajających w ogromnej dawce przez co zasnęłam i trzeci raz to było drugie badanie. Na drugim badaniu byłam sama, ale tylko pobierali mi krew i grzebali w piórach. 
   Teraz szłam małym korytarzem, aż do drzwi z oknem. W środku widziałam same ciała. Wszyscy to byli Fear'owie. Chociaż było ich tylko kilka, wszyscy byli już porozcinani. Byli po sekcji. W moich obserwowań wynika, że wszyscy zginęli tutaj. Wyglądało to ohydnie. Co prawda była to kostnica, czuło się zaduch ciał. 
   Na końcu leżała mała dziewczynka w białej bluzce na długich rękawach z plamami krwi, dżinsami, czerwonych convers'ach i... mojej spince we włosach. Mały motylek w diamenciki, który jej dałam rok temu. Była już cała blada. Zginęła tak wiele dni temu. 
   Do oczu nalewały mi się łzy. Moja mała siostrzyczka, która leżała przede mną martwa. Podniosłam lekko jej rękaw. Miała małe piórka orła czarnego. Kiedy umierała zaczęła Przeminę. Umierała w bólu.
   Czułam się podle, że nie mogłam jej pomóc. Byłam okropną siostrą. Nie zasługiwałam na nią. 
***
   Byliśmy w ośrodku jeszcze tydzień. Zdjęli mu gips i mi. Dali nam jakieś maści na gojenie kości. Podobno faza testowa. Ale działały. 
   Tego dnia zadzwonił alarm przeciw pożarowy. Wybiegłam z pokoju. Na korytarzu stał Nath z gaśnicą w ręku i żołnierzem u stóp. Popatrzył na mnie przerażony. On go mógł zabić. Unieruchomił go, ale nie musiał w taki sposób. Nie chciał, żebym to widziała. Odwróciłam się i pobiegłam. Chwilę później był już przy mnie. Biegliśmy ile sił w nogach. Tylko za jednym razem musiał mnie ciągnąć, żebym nie wpadła na strażników. Kolejny raz uratował mi życie... za dużo tych razy.
   Po drodze mi wyjaśnił co takiego zrobił. 
   - Przepraszam- powiedział. - Włączyłem alarm przeciw pożarowy. To był mój plan. Wszyscy się rozproszyli, a ja mogłem cię wsiąść. Za to ty sama wyszłaś. Teraz musimy wybiec na zewnątrz. To najszybsza droga. 
   Wskazał na drzwi przed nami. Otworzyłam je jednym susem i wybiegłam na zewnątrz. Byliśmy poza ośrodkiem. To było zbyt łatwe. 
   Nie odwracaj się. Biegnij cały czas. Nie zatrzymuj się. 
   W tej chwili obok nas rozległy się trzy strzały. 
   - BIEGNIJ!!!-krzyknął Nath. Jego głos buzował mi w głowie. Wystrzeliłam jak torpeda do lasu.
   Biegłam tak strasznie długo. Cała byłam w pocie. Serce prawie wyskoczyło mi z piersi. Oddech nie zwalniał. Byłam padnięta. Dosłownie upadłam na podłogę. Wszystko wirowało dookoła. Chciałam wymiotować. Biegłam chyba z godzinę, bez przerwy. Gdy otworzyłam oczy nie było go. Usiadłam. Nie było. Zostawił mnie!!! Albo... od razu odgoniłam tą myśl. On żyje. On żyje. Rodziło się jedno pytanie. Dlaczego mnie zostawił.
   Usiadłam obok drzewa i zaczęłam się rozkoszować świeżym powietrzem. Czułam się okropnie. Rodzice, Annie, a teraz Nath. Ile ludzi jeszcze musi zginąć, żebym popełniła samobójstwo. Właśnie zaprzeczyłam, że Nath żyje. ON ŻYJE!!!
   Nie mogło być innej możliwości. On mnie nie zostawi. Wie, że bym nie dała rady. Jestem za słaba by walczyć. To on dodawał mi otuchy we wszystkim. Nie dam rady.
   SKY, ON ŻYJE!!! 
   Podniosłam się i dalej biegłam. Szczerze już nie wiedziałam dlaczego. Wszystko mnie paliło. Nie miałam sił, ale czułam, że za tym lasem czeka na mnie.
   Wiatr dodawał mi prędkości. Przypomniałam sobie o jednym. Dlaczego nie mogę się zmienić. Wyskoczyłam w powietrze i się zmieniłam. Leciałam spokojnie puki nie zapadł zmierzch. Wylądowałam na ziemi i biegłam dalej. Nic nie dało mnie zatrzymać.
   Aż wreszcie się skapnęłam. Nath prosił, żebym biegła, nie odwracała się, pędziła jak wiatr. Zrobię to dla niego. Biegłam na ile pozwalały mi nogi. O dziwo nie traciłam sił. Biegłam równa z wiatrem. Jakbym to ja nim rządziła.
   Czułam się wolna...
   Jak ptak...
   Jak ja.
   Wiatr mnie nie doganiał. Dodawał mi sił. Czułam jak na mnie wpływa i daję nowe. Nie mogłam przestać biec, jakby to ktoś mnie ciągnął.
   Kiedy zapadł zmierzch powoli traciłem siły. Dopadło mnie zmęczenie. Podłam na trawę. Przez długi czas patrzyłam w niebo i dyszałam. Byłam wycieńczona. Czemu przez większość drogi się tak nie czułam?
   Jedyne co pamiętam jeszcze z tamtej nocy to dwie ogromne smugi światła, które powoli się zbliżały. Dawały bardzo mocne światło. Oślepiło mnie. Nie miałam nawet sił, żeby podnieść rękę, aby zasłonić oczy. Nagle te dwie smugi zatrzymały się koło mnie i stały, patrzyły. Aż skapnęłam się co to było.
   Samochód.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przeczytałeś/aś? Pozostaw po sobie komentarz. To motywuje do dalszej pracy i cieszy :)
I jak? Następny najpóźniej za tydzień

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 10

    Ten rozdział dedykuję mojej genialnej Kasi z konserwacji na FB wszystkiego naj na urodzinki ;* i dziękuję za pomysł z nazwaniem ośrodka. Wszyscy jesteście kochani :*

   Drzwi, aż wyleciały z zawiasów. Oślepiło nas jasne światło latarek. Chwyciłam jego rękę mocniej. Mogłam już go nigdy nie zobaczyć.
   Ja będę mówić. W ośrodku udawaj niemą. Zrób to dal mnie. I nie używaj mocy. Nie mów nikomu, że umiem się z tobą porozumiewać w taki sposób. Oczywiście jeśli będę żywy i przytomny.
   To schowka wpadli żołnierze.Rozdzielili nas. Nath miótł jak oszalały. Ja... poddałam się. Wiedziałam, że nic nie zdziałamy.
    Nawet jak ciebie nie widzę, mogę z tobą rozmawiać. Kocham cię.
   Założyli kajdanki na moje ręce. Podobno jak Nath'owi. Może ostatni raz się widzimy. Nagle jeden żołnierzy walnął mnie czymś w głowę. Usłyszałam jeszcze stłumiony krzyk Nath'a i straciłam przytomność.

   Ten sen był inny niż każdy.
   Stałam na łące. Niebo było pochmurne. Las wokoło łąki szumiał. Zawiał ostry wiatr. Prawie się przewróciłam. Coś popchało mnie do lasu. Biegłam przed siebie nie patrząc na las. Można było stwierdzić tylko jedno: był naprawdę mroczny. Drzewa same rozstępowały przede mną. Biegłam i biegłam. Nagle wyrosła przede mną przepaść. Nie zatrzymywałam się, tylko biegłam dalej. Chciałam się zatrzymać, ale coś kazało mi biec. Skoczyłam w przepaść. Spadałam i się nie zmieniałam. W oddali zobaczyłam dno. Czarne jak popiół. A tuż przed dnem... obudziłam się.
   Ściskałam prześcieradło na łóżku. Ośrodek. Otworzyłam lekko oczy. Nade mną był wiatrak, który dawał lekki wiaterek. Przełknęłam gulę, która utkwiła mi w szyji. Patrzyłam w biały sufit. Tylko na sufit. Była na min widać lekkie niedoskonałości, pewnie od pośpiechu malowania. Wiatrak był szarawy od kurzu na nim. Było też kilka pęknięć.
   Chciałam przyłożyć rękę do buzi. Było tu tyle kurzu, że moje płuca nie wytrzymywały. Moje ręce były przymocowane kajdankami do framugi łóżka. Podobnie jak nogi.
   A co robi ptak w klatce?
   Panikuje.
   Jak i ja.
   Nadszedł mnie wielki atak paniki. Byłam przymocowana do łóżka. Próbowałam wyrwać ręce z tego żelaznego uścisku, ale nic nie mogłam zdziałać. Były tak ciasno przymocowane do moich kończyn, że aż bolały mnie.
   W ośrodku udawaj niemą.
   Nie mogłam krzyczeć. Za to płakałam. Chciałam stąd uciec. I to jak najdalej. Zaczęłam się szarpać. Obróciłam głowę w prawą stronę. Było tam małe okienko. Zobaczyłam jakąś kobietę w fartuchu. Pisała coś. Pewnie notatki. Szarpałam się jeszcze mocniej. Tym razem ze złości. Ona stała i patrzyła jak cierpiałam. Chciałam się wyrwać ponad wszystko. Ta kobieta stała, patrzyła.
   Łzy wylewały się z moich oczu, a ona patrzyła, jak cierpiałam. Jak oni znosili tą pracę?
   Odwróciłam wzrok i wlepiłam go w sufit.
   Chwilę tak leżałam, później nie mogłam się oprzeć. Popatrzyłam na tą kobietę. Miała plakietkę na fartuchu. Knight. Podniosła wzrok znad okularów. Machnęła ręką. Do środka wtargnęło dwóch żołnierzy. Przypięli mi jeszcze jeden pas na klatce piersiowej i kolanach. Zaczęłam panikować.
   Dalej nie do końca wiedziałam co się działo. Twarze. Biel. Rękawiczki. Wszystko co kojarzyło mi się ze szpitalem, w którym moje życie się zmieniło. Straciłam wszystko.
   Wjechali ze mną do jakieś sali obłożonej metalem. Wyglądała jak sala operacyjna. O nie...
   Spokojnie nie bój się.
   Nath.
   Spojrzałam w prawo. Leżał za ścianą. Od ramion w dół go nie widziałam. Był w normalnym ubraniu, z resztą jak ja. Miał podbite oko. Uśmiechnął się.
   Jak byłaś nieprzytomna wyjaśnili mi wszytko. To ośrodek l'homme - oiseau. To z francuskiego. Tu badają Fear'ów. O dziwo oni też tak nas nazywają. Wzięło się to od tego, że byliśmy postrachem. Fear... strach.
   Popatrzył na mnie. Uśmiechnął się. Nagle wokoło jego zebrali się ludzi, w tym żołnierze. Zaczął panikować. Widziałam to w jego oczach. Czułam jego dezorientacje. Bał się.
   KOCHAM CIĘ!!- wykrzyczał to w mojej głowie, aż mnie zabolała.
   Potem... zaczął krzyczeć. Z bólu. O mój Boże. Oni go chyba cieli. Co prawda nie słyszałam jego krzyków, ale je czułam. Łzy zbierały się w jego oczach i moich. On cierpiał., a ja nie mogłam nic zrobić.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przeczytałeś/aś? Pozostaw po sobie komentarz. To motywuje do dalszej pracy i cieszy :)
Wiem krótki, ale za bardzo nie miałam czasu :/ Jak też widzicie zmieniłam trochę bloga XD podoba się?

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 9

   Ci którzy czekali na akcje się doczekali :) Od razu uprzedzam, ze to najgorszy i najdłuższy rozdział jaki w życiu napisałam :'') Tak naprawdę to dopiero w tym rozdziale zaczyna się akcja.

    Płakał.
   On płakał.
   Nath płakał.
   - Potem chwilę zajęło nam wyjście z wody, ale się śmialiśmy.- mówił przez łzy.- Potem znowu posmutniałaś i wybuchłaś płaczem.- otarłam jedną zabłąkaną łzę na jego policzku. Wziął moją rękę i mocno ścisnął.- Nie wytrzymałem... musiałem. Pocałowałem cię.- cały czas trzymał moją rękę przy policzku.- Uśmiechnęłaś się wtedy. Był to drugi raz.
   Wybuchł płaczem. Wzięłam jego twarz w dłonie.
   -Nath...- powiedziałam.
   Uciszył mnie ręką. Przyłożył ją do moich ust.
   -Nic nie mów. Jak to było?- powiedział do siebie.- A. Nie marz...- zmusił, żebym na niego spojrzała.-Bądź marzeniem.
   Pocałował mnie. Nie wiem, które z nas poczuło się po tym dobrze.
   Puściłam go. Nath cały czas płakał.
   -Dlaczego płaczesz?- zapytałam prosto z mostu.
   Uśmiechnął się.
   -To okrutne.- powiedział.- Wybory naszych przodków nie pozwalają nam na normalne życie. Oni o nas nie pomyśleli. Mieliśmy być bronią w ich rękach. Teraz my musimy cierpieć. Oni dali nam najgorsze dzieciństwo jakie ktokolwiek mógł dostać.
   -Nie.- spojrzał na mnie. Nadal miał w oczach łzy. Zaczęłam głaskać go po jego piórach.- Co prawda przez nich straciliśmy cząstkę siebie, ale... dali nam nowe możliwości. Chyba żadne z naszych znajomych nie umie latać, ani nie mają nadprzyrodzonych zdolności.
   Własnie dlatego cię kocham. Jesteś dla mnie największą otuchą. Błagam nie zostawiaj mnie. A tak szczerze to ten "trening" ma za zadanie pokazanie ci taktyki, a ją możemy przestudiować w pół godziny, czyli to była tylko wymówkę, żeby cię gdzieś wyciągnąć.
   Dla mnie. Rzuciłam się na niego. Upadliśmy na podłogę. Zaczęliśmy się śmiać.
   Może teraz potajemnie pójdziemy do mojego pokoju?
   Pokiwałam głową. Wiedziałam dlaczego mówił od razu mi do głowy. Sam mogła być wszędzie.
   Tylko ani słowa Sam.
   Pocałowałam go w policzek i wstałam. Ruszyłam do drzwi. Nagle Nath wziął mnie od tyłu i podniósł mnie. Wyniósł mnie. Usłyszeliśmy śmiech Sam z kuchni.
   Zmiana planów. Idziemy na miasto.
   Wziął swoją bluzę i podał mi moją. Weszliśmy do szybu. Jak zawsze zakurzony i cuchnący. Nath objął mnie ręką. Wtulił się w moje włosy. Zamknęłam oczy. Chciałam by ta przejażdżka trwała wiecznie. Zatrzymaliśmy się. Otworzył właz i wyszliśmy. Założyłam bluzę. Spojrzałam na Nath'a. Patrzył na zachodzące słońce. Było piękne.
   -Chciałbym gdzieś cię zabrać, ale nasze możliwości to tylko kawiarnia i kino. A nie wiem co grają- uśmiechnął się lekko do słońca.
   Przegryzłam wargę.
   -A nie ma czegoś takiego jak dach?- zapytałam chwytając go za rękę. Ścisnął ją.
   -No to lećmy! - krzyknął i wyskoczył do biegu. Pobiegłam tuż za nim i zmieniłam się w orła.
   Zmiana wyglądała następująco. Włosy zmieniały się w pióra powoli obrastając całe ciało. Kurczyły się nogi i ręce stawały się skrzydłami, a ubrania po prostu znikały, szczęka robiła z siebie dziób i byliśmy ptakami. 
   Moja i Nath'a trwała najdłużej. Byliśmy największymi ptakami. 
   Mój drugi raz. Pędziłam ku hangarowi. Miał bodajże dziesięć pięter. Pod nami biegły ulice. Ludzie wyglądali jak mrówki. Tylko w takich chwilach czułam się naprawdę wolna. Kompletnie wolna. Żałuj, że nigdy nie będziesz latać. To uczucie jest jak wypicie pięciu puszek napoju energetycznego i skakanie na bandżi w jednym.
   Wylądowaliśmy na dachu hangaru. Natomiast przemiana w człowieka to zamiana na odwrót. Usiedliśmy na krawędzi dachu. Patrzyliśmy na zachodzące słońce. Oparłam głowę o jego ramię.
   -Mogę się o coś spytać?- zapytałam.
   Pokiwał głową.
   -Dwie sprawy. Czy można jakoś wykryć, że jest się Fear'em i jak to możliwe, że tydzień temu leżałeś w łóżku z raną postrzałową w boku, a teraz możesz robić co zechcesz?
   Uśmiechnął się.
   -Najpierw odpowiem na drugie.- mówił.- Yyy... Fear'y bardzo szybko się regenerują. Ale złamania umieją robić wielkie szkody.
   -Kości... do latania.- przerwałam mu.
   -Dokładnie. Wiesz, że niektóre złamania można u nas leczyć nawet rok.- zrobił zdziwioną minę.
   Wtuliłam się w jego rękę.
   -A druga...- zastanowił się.- Tak. Podwiń nogawkę albo w ogóle zdejmij spodnie.
   Wybłuszczyłam na niego oczy.
   -Nie będę przy tobie się rozbierać!- krzyknęłam. Podwinęłam nogawkę.
   -Mam nadzieję, że będzie to widać.- powiedział półgłosem.
   Dotknął mojej skóry po zewnętrznej stronie piszczela. Przeszedł mnie dreszcz. Moja noga była lodowata, a jego ręka gorąca jak lawa. Pojechał od kostki w górę aż do połowy uda, na którym skończyłam podwijanie spodni. O dziwo jechał palcem po prostej linii. Aż spojrzałam na nogę. Było na niej lekkie wgniecenie. Może głębokości pół milimetra, ale widoczne. Dotknęłam wgłębienia, które było linią, Przejechałam przez całą nogę, aż spotkałam rękę Nath'a. Chwycił moja rękę.
   -Jedyny objaw to te wgniecenie.- zaczął odwijać nogawkę.- Pod nią rozwijają się komórki odpowiedzialne za Przeminę i za to, że jesteśmy Fear'ami.
   Nie mogłam w to uwierzyć. Jedynie to było objawem. Patrzyłam w słońce. Po prostu nie do wiary.
   -Kiedy Sam zmieniła się w Fear'a, Luke badał mnie czy nie ma jakichko...- przerwał mu ogromny wstrząs. Czekaj... tu nigdy nie było trzęsień! Baza...
   Zanim zdążyłam skończyć tą myśl Nath był już w powietrzu. Skoczyłam za nim. Dotarliśmy na miejsce w parę minut. Nath popędzał mnie. Wskoczyliśmy do szybu. Dobrze, że jeździł tak szybko. Gdy weszliśmy do środka wszystko stało w ogniu. Nath był przerażony. Pobiegł przed siebie, a konkretniej do pokoju Sam. Oglądał się co parę chwil czy jeszcze biegłam za nim. Wpadliśmy do jej pokoju. Nie było jej. Nath odetchnął z ulgi. Ewakuowali się.
   Nath wziął mnie za rękę i pobiegliśmy na koniec korytarza. Usłyszeliśmy ciężkie kroki kilkunastu osób. Żołnierze. Pociągnął mnie do jakiegoś małego pomieszczenia. Były w nim szczotki, mopy i środki czystości. Schowek. Nath zamknął drzwi od środka. W środku było kompletnie ciemno nie licząc smugi światła od ognia w szparze między drzwiami, a podłogą.
   Nic nie mów. Cokolwiek się stanie wiedz, że cię kocham. 
   Łzy napływały mi do oczu. Wtuliłam się w niego.
   Nigdy nie przestałem cię kochać. Nawet jak nie wiedziałem, że to ty. Nie pamiętasz co powiedziałem na twój widok?
   Pamiętam.
   Co oni ci zrobili?
   On zawsze mnie kochał, ale o tym nie wiedział.
   Kocham cię
   Usłyszałam kroki za drzwiami. Wyważyli drugie wejście. Odsunęłam się od niego. Złapałam go za rękę. Staliśmy tak chwilę. Kroki stanęły przed drzwiami.
   Pamiętaj, kocham cię.
  Wyważyli drzwi.

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przeczytałeś/aś? Pozostaw po sobie komentarz. To motywuje do dalszej pracy i cieszy :)

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 8

   Przy tym rozdziale możecie spokojnie powzruszać się miłosnym wątkiem, ale jest też trochę smutny. Szczególnie na końcu, jeśli ktoś zrozumie :/

   Jak obiecał śpiewał mi całą noc, a przynajmniej puki nie zasnęłam. Obudził mnie około ósmej rano. Za tydzień ta durna misja,a jeszcze muszę przejść jakieś szkolenie. Wstałam, pocałowałam go w policzek.
   -A mieliśmy od siebie odpocząć!- zaśmiał się Nath.
   -Szczerze nie wytrzymam tego.- powiedziałam z ogromnym uśmiechu i wyszłam.
   Mój pokój był w takim stanie w jakim go zostawiłam, czyli okropnym. Później posprzątam. Trzeba tym nieudacznikom zrobić śniadanie. Szybko ubrałam dżinsy i koszule i popędziłam do kuchni. Tym razem nie było tu Luke'a. Co tu im zrobić? Jaki dzisiaj dzień? Piątek. Pięknie, dzisiaj miałam mieć klasówkę z historii. Więc dzisiaj naleśniki. Mama zawsze robiła mi naleśniki, kiedy miałam test. Po pół godziny przeszła zaciekawiona Lucy.
   -Co robisz?- spytała.- To pachnie pięknie.
   -Dzięki, ale to czysta prościzna. Zaczekaj jeszcze z piętnaście minut.- odpowiedziałam.
   -Dobra. To narazie.- wyszła z kuchni.
   Dalej robiłam naleśniki nucąc You, my everthing Ellie Goulding. Moja ulubiona piosenka Ellie. Podrzuciłam naleśnikiem na patelni aż wyleciał w powietrze. Jakimś cudem trafił na swoje miejsce, czyli na talerz.Ale nadal nuciłam You, my everthing. Nagle Nath chwycił mnie od tyłu. Wrzasnęłam z zaskoczenia.
   -Nath! Ja tu robię naleśniki!- wykrzyczałam. Przy okazji zauważyłam, że kolejny wylądował na talerzu. Odłożyłam patelnie i zgasiłam ogień. Odwróciłam się do niego. Wpadłam mu w ramiona.
   -A jednak nie możesz mi się oprzeć.- powiedział. Spojrzałam na niego spode łba. Próbowałam się wyrwać z tego potężnego uścisku, ale mnie nie puścił.- O nie, nie.
   Weś się uspokój.- szepnął flirciarskim tonem w mojej głowie.- Ja tylko chce cię pocałować.
   Po prostu mnie zatkało. Matko ja przecież tego chciałam. Ale jak mogłam się sprzeciwić tym grafitowym oczom, które chciały patrzeć tylko na mnie, krzywemu uśmieszkowi, który uśmiechał się tylko dla mnie i... Nath'owi, miłości mojego życia.
   Pocałował mnie. Inaczej niż zwykle. Piękniej, zwyczajniej. Puścił mnie za szybko. Ja chciałam więcej, ale zaraz przyjdą inni i nie damy rady wytłumaczyć naszej nieobecności. Odsunął się delikatnie. Wyjął talerze i poustawiał na stole. Wszyscy przyszli. Zmusiłam się na uśmiech. Lucy zjadła potężną porcje, czyli pięć. Reszta ze dwa. Sam przez całe śniadanie czytała książkę. A jaką? Tytułem się ze mną nie podzieliła. Wyszłam przed wszystkimi. Chciałam wyjść na zewnątrz. Wzięłam szalik i rękawiczki bez palców.
   Wyszłam na korytarz. Nikogo już nie było w kuchni. Przynajmniej nikt nie zobaczy jak wychodzę. A jednak wykrakałam. Ktoś złapał mnie za ramię i pociągnął do laboratorium. Nie wiem kto to był, ale pożałuje, bo wywaliłam się na twarz. Usłyszałam cichy śmiech. Podniosłam się. Nade mną stała Sam.
   -A trening?- zapytała.
   No tak misja za tydzień. Powoli wstałam z podłogi i zdjęłam szalik.
   -Choć na salę ćwiczeń.- zrobiła w powietrzu cudzysłów.
   Sala ćwiczeń była mniej więcej wielkości kuchni. Maty na podłodze, drabinki, worki do ćwiczeń. Wykapana sala gimnastyczna. Stanęłam na środku. Sam na przeciwko mnie.
   I tak rozpoczął się trening.
***
   Trzy dni treningu z Sam to była czysta katastrofa. Nawet nie wiem na jakiej części ciała nie mam siniaków. Matko bolało mnie wszystko. Dzisiaj miałam z Nath'em. 
   Poszłam do sali ćwiczeń. Nath siedział na jednym z worków treningowych. Trzymał w ręku mały kamyk. Był gładki, owalny. Idealny do kaczek. Nie pamiętam go. Taa chodziłam z nim dwa lata i nie wiem co to za kamyk. Usiadłam obok niego. Oparłam głowę na jego ramieniu.
   - A więc jaka historia kryje się za tym kamykiem?- spytałam.
   Obrócił mnie do siebie. Westchnął. Zapowiada się długa historia.
   -Naprawdę nie pamiętasz?- w jego oczach pojawił się żal. Myślał, że pamiętam.
   Stuknęłam sobie w głowę. Naruszona pamięć. Nie pamiętałam wszystkich naszych scen.
   - No tak.- na jego buzi pojawił się uśmiech.- Spokojnie. Ja nie wiedziałem, że to ty.- roześmiał się cicho. Uniósł dłoń z kamykiem.- Była zielona szkoła. Pojechała twoja i moja klasa. Mieszkaliśmy w domkach obok. Miałaś takie nieznośne koleżanki, że nie dały ci nigdzie wychodzić. Drugiego dnia wyrwałaś się z domu nad rzekę. Poszedłem za tobą. Byliśmy razem od miesiąca. Pobiegłaś do strumyka. Siedziałaś na poręczy. Myślałem, że chcesz się zabić. Nawet nie wiesz jaki byłem przerażony. Złapałem cię od tyłu i odstawiłem cię obok, ale od razu upadłaś. Byłaś cała we łzach. Myślałem, że zaraz sam upadnę i zacznę płakać.
   Przestał na chwilę. Spojrzał w górę i zamknął oczy. Wiedziałam, co się stało. Mojego tatę potrącili. Mama mówiła, że lekarze nie wiedzieli czy przeżyje.
   - Postawiłem cię na nogach i wyciągnąłem go.- pokazał kamień.- Podeszliśmy nad brzeg i rzuciłem. Były wspaniałe kaczki.- zaśmiał się.- Poszliśmy znowu na most. Staliśmy chwilę i nagle mnie popchnęłaś do wody, a ja cię pociągnąłem za sobą. Rozumiesz byliśmy cali mokszy.- śmiał się... nie... on płakał.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Liebster Award

Nominacja jest to nagroda, przyznawana za dobrze wykonaną robotę. Jest dedykowana blogerom o mniejszej publiczności w celu rozpowszechnienia ich twórczości. Gdy odbierzesz nagrodę, odpowiadasz na 11 pytań, po czym zadajesz tak samo 11 pytań 11 nominowanym przez siebie osobom :)
 Dziękuję za nominacje Nocnej Herosce i zapraszam na jej blog: http://krwawy-dwor.blogspot.com/

Pytania do mnie:

1. Co cię zainspirowało do pisania?
Ptaki. Kocham je. Jak może ktoś zauważył miałam jeszcze jednego bloga, ale go usunęłam, ponieważ zapragnęłam więcej, a mam na myśli ptaki. Dziewczyna, ptak, pióra, skrzydła to rzeczy, które chciałam mieć w blogu. Na początku miały być anioły, ale stwierdziłam, że każdy je zna i potrzeba czegoś nowego. I pewnego pięknego dnia wymyśliłam Fear'a.
2. Jakie książki chętnie czytasz?
Najbardziej lubię romanse i fantasy. Jakoś najbardziej mnie do nich ciągnie
3. Jakiej muzyki słuchasz?
Jestem osoba, która lubi każdy gatunek muzyczny. Od klasyki po ciężki metal, ale najbardziej lubię epicką muzykę.
4. Czy ktoś namówił cię do założenia bloga?
Pewnego dziwnego dnia dałam mojej koleżance kawałek tego co napisałam. Krzyknęła WOW i prawie mnie wyrzuciła przez okno ze szczęścia. Spokojnie sama nie rozumiem jej wybuchu szczęścia. Później było przynajmniej półgodzinne krzyczenie na mnie, ponieważ nie założyłam bloga. Potem usiadłyśmy przed kompem i stworzyłyśmy Pióra. Oczywiście pomijając mojego wcześniejszego bloga, który był klapą.
5. Kiedykolwiek myślałeś/łaś, że będziesz mieć bloga?
Oczywiście, że nie. Jako dziesięciolatka byłam najbardziej zapominalską dziewczyną na świecie, więc w życiu bym się na to nie zdecydowała. Ale moja kol wszystko zmieniła.
6. Co robisz w wolnym czasie (oprócz pisania i czytania)?
Najczęściej słucham muzyki. U mnie zawsze musi być włączony komp z lecącą muzyką na pół osiedla.
7. Jaka ekranizacja książki sprawiła Ci największy zawód?
Chciałabym się pożalić nad "Zbuntowana" i "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna". Matko chciało mi się rzygać na sali kinowej. Tak długo czekałam na te ekranizacje, a tu kurde klops. Jak to było w WL klump.
8. Masz jakieś zwierzątko/a domowe?
Nie, ale błagam rodziców od dobrych dwóch lat i nie zamierzam odpuszczać.
9. Ulubiony autor?
Stanowczo Bracken. Kocham jej książki i nie mogę się doczekać "W Sidłach Losu" i drugiej nowelki.
10. Ulubiona postać książkowa?
Jest to Ruby Elizabeth Daly z książki "Mroczne Umysły". Mogę się szczerze przyznać, że jestem kompletną kopią Ruby. Chociaż czasami robi głupie i nieprzemyślane wybory jest niesamowita. Młoda, odważna i troskliwa.
11. Znienawidzona postać książkowa?
Tu znowu pojawiają się "Mroczne Umysły", ponieważ jest to Clancy Gray. Jest najpodlejszą osóbką na świecie i chętnie bym go udusiła.

Moje pytania:

1. Co cię zachęciło do tego bloga?
2. Czy bohaterów w swoim blogu spotkałaś/eś (chodzi o cechy)?
3. Ulubiony autor?
4. Ulubiona książka?
5. Ulubiony bohater książkowy?
6. Jakieś zwierzątko?
7. A może rodzeństwo?
8. Co cię szczęśliwi?
9. A co cię wkurza?
10. Co najczęściej czytasz?
11. I pytanie, które zawsze chciałam zadać. Czy wierzysz w Mikołaja?

Moje nominacje:

http://czuc.blogspot.com/
http://mroczne-miasto.blogspot.com/
http://czernnocy.blogspot.com/
http://opowiadaniaajulii.blogspot.com/
http://niepoddamsiebowarto.blogspot.com/
http://www.history-of-darkness.blogspot.com/
http://nefilim22.blogspot.com/
http://opowiadaniablocked.blogspot.com/
http://dalsza.blogspot.com/
*Wiem nie ma 11 ale nie znalazłam i nie wiem czy wszystkie są mało popularne*
A pro po rozdziału... pojawi się dzisiaj :)